Jazdy

Telewizor full HD

Pamiętacie Volvo 240? Na pewno, w końcu to samochód, który można by postawić w Sèvres jako wzorzec kombi. Przez 20 lat wyprodukowano ich 3 miliony. Volvo 240 kombi nazywane było „telewizorem” ze względu na charakterystyczny kształt tylnej szyby, przypominającej ekran telewizora kineskopowego. To były takie pudła, których nie można było powiesić na ścianie, świetnie za to sprawdzały się w roli leżanki dla kotów. A na szklanym ekranie można było czasem coś obejrzeć.

Teraz muszę coś odszczekać: nieraz śmiałem się z ambicji bycia „premium” i „prestige”. W języku marketingowym, dziwnym narzeczu używanym do ogłupiania klientów, prawie wszystko takie jest. Pojęcie to zostało rozmyte do granic możliwości, i w sumie chodzi tylko o uzasadnienie wysokiej ceny produktu. Ale Volvo teraz naprawdę jest marką premium, i to bez żadnego cudzysłowu. Widać to w każdym centymetrze samochodu. A przede wszystkim – w poważnym podejściu. Jak już coś robimy, to robimy to dobrze aż do najmniejszego detalu. Żeby się o tym przekonać, wystarczy otworzyć drzwi i wsiąść do środka. Tu nie ma żadnego oszustwa. Skóra to skóra, drewno to drewno, a metal to metal. Jak przed wojną. Obowiązuje klasyczna elegancja, czyli prostota. Zegary, środkowy ekran, cztery nawiewy i kilka przycisków. To wszystko, nic więcej nie potrzeba. Niektóre marki aspirujące do „premium” uwielbiają przeładowywać wnętrza ekranami, przyciskami, pokrętłami, żeby pokazać, jakie to są nowoczesne. Dla mnie to jak założenie wzorzystego krawata do kraciastej koszuli. Nie do pomyślenia. Volvo ma zapewne więcej funkcji i możliwości, ale nie krzyczy o tym głośno. Trzeba je po prostu poznać. W tym celu warto uruchomić instrukcję obsługi – nie, nie przeczytać. Książki nie ma. Kto jak kto, ale Szwedzi cenią sobie swoje lasy. Instrukcję odpala się na centralnym ekranie. Ale nawet ktoś, kto nie ma na to czasu, stopniowo i dość szybko do wszystkiego dojdzie sam. A jest do czego, bo możliwości ustawień w tym samochodzie jest mnóstwo. Wszystko można sobie dopasować – od wzoru zegarów na wyświetlaczu, po kolor i natężenie podświetlenia, zwanego modnie „ambientowym”. Zresztą co tam podświetlenie. Ustawiamy poziom automatycznego ogrzewania kierownicy i foteli. Odbiór dźwięku dla kierowcy, wszystkich pasażerów lub tylko tych z tyłu. A kiedy już dopasowaliśmy auto do swoich upodobań, zapamiętujemy profil kierowcy. Ktoś, kto dysponuje wystarczająco silnymi argumentami, żeby pozwolić mu poprowadzić Volvo, może skorzystać z profilu gościa. Poza tym obsługa jest bardzo prosta i intuicyjna – wystarczy kliknąć w ikonkę fotela, żeby włączyć ogrzewanie lub wentylację. W cyferki temperatury, żeby ją zwiększyć lub zmniejszyć itp. Proste i wygodne, przy tym logicznie pogrupowane. Absolutną rewelacją są fotele. Volvo zawsze robiło dobre, ale tutaj wznieśli się na wyżyny sztuki. Można wyregulować podparcie lędźwiowe, boczne, wysunięcie siedziska, a sam fotel nie tylko w pionie, ale i w „kołysce” – czyli podnieść lub opuścić sam przód lub tył. W połączeniu z dużym zakresem regulacji kierownicy uzyskanie idealnej i bezpiecznej pozycji nie jest żadnym problemem. Sama kierownica też jest świetnie dopasowana, ma doskonale dobraną średnicę i grubość wieńca, a przyciski na niej są łatwo dostępne i proste do zapamiętania, żeby nie odrywać wzroku od drogi. Tylna kanapa, choć w zasadzie przewidziana dla trzech osób, pełny komfort zapewni tylko dwóm. Zewnętrzne miejsca są wyprofilowane prawie tak dobrze jak przednie fotele, a miejsca jest naprawdę dużo. Z podłokietnika wysuwa się podwójny cupholder, jest też w nim niewielki schowek. Pośrodku znajduje się ekran do sterowania klimatyzacją z dwoma nawiewami, dwa dodatkowe są też w słupkach. W cztery osoby można więc podróżować naprawdę wygodnie. I to z więcej niż jedną walizką na osobę, bo, jak każde Volvo kombi, V60 dysponuje przepastnym bagażnikiem. Z klapą, co oczywiste, elektrycznie podnoszoną. To wszystko nie miałoby jednak znaczenia, gdyby samochód napędzany był jakimś kiepskim silnikiem. I tu mam pewien problem, bo wprost uwielbiałem pięciocylindrowe silniki, które długo były podstawową jednostką napędową większych modeli Volvo. Mimo nieparzystej liczby cylindrów były świetnie wyważone, a ich kultura pracy porównywalna była z silnikami V6. Jednak downsizing spowodował, że już tego silnika nie uświadczysz. Wszystkie Volvo napędzane są teraz czterocylindrowymi dwulitrówkami. Oczywiście, daj Boże każdemu taki „downsizing”, ale tęsknota pozostała. Egzemplarz testowy to T6 AWD, czyli moc 310 KM i napęd na cztery koła. To tylko wersja „druga od góry”, bo najmocniejsze T8 – hybryda wspomagana silnikami elektrycznymi – osiąga moc 400 KM. Ale i te 310 KM to moc, jak mawiano niegdyś w Rolls-Royce, wystarczająca. Przy każdej prędkości i w każdym zakresie obrotów po naciśnięciu gazu V60 wyrywa do przodu, jakby na chwilę zapominało o tym, że jest „gentleman’s ride”. Duża w tym zasługa automatycznej skrzyni o ośmiu przełożeniach, która bez sekundy zastanowienia redukuje o dwa przełożenia. Można też skorzystać z manualnej zmiany przełożeń, ale – uwaga – tylko dźwignią. Volvo nie bawi się w żadne łopatki przy kierownicy, tylko psułyby widok. Oczywiście, można wybrać tryb Eco i po prostu łagodnie i elegancko toczyć się w ciszy i spokoju. Trybem podstawowym jest Comfort – i jednocześnie to mój ulubiony. Po prostu jadę sobie spokojnie, wokół trwają drogowe przepychanki, ale to gdzieś daleko, za szybą. Tu, w środku, panuje cisza i spokój. Nie spieszę się, to nie wypada. Świadomość, że w każdej chwili mogę przełączyć w tryb Dynamic i zostawić to towarzystwo daleko z tyłu wystarcza. To jest prawdziwe „premium” i „prestige” – żadnych krzykliwych demonstracji. Od nerwowo siedzącego mi na zderzaku Audi czy BMW i tak oddalę się, nawet zjeżdżając na prawy pas po zakończeniu wyprzedzania. Przy tym wszystkim Volvo jest bezpieczne, stabilne i przewidywalne. Trudno, żeby nie było, w końcu pierwsze skojarzenie z Volvo to bezpieczeństwo. System IntelliSafe dba o wszystko. Zwolni, dohamuje, wróci na pas. Przez lata celem konstruktorów było zminimalizowanie skutków zdarzeń drogowych, zakładali, że są nieuchronne. Ale Volvo idzie teraz o krok dalej: chcą zapobiegać zdarzeniom, po prostu nie doprowadzać do sytuacji kolizyjnych. Twierdzą, że już w 2020 roku nikt w ich samochodach nie zginie i jestem gotów w to uwierzyć. Od tego trzeba zacząć przymiarki do jazdy autonomicznej – samochód ma unikać zderzenia, przewidując, że może do niego dojść. Na ile komputer będzie w stanie wybrać najlepszy sposób, zobaczymy. Póki co Volvo potrafi już nie tylko ostrzegać kierowcę, ale i interweniować samodzielnie. Część z tych systemów można jednak odłączyć, a w samochodzie całkowicie autonomicznym nie będzie to możliwe. Ja na razie traktuję je jako wsparcie, uzupełnienie, które absolutnie nie zwalnia mnie z myślenia i przewidywania. Tak, wspólnymi siłami – moimi i samochodu – możemy być bezpieczniejsi dla siebie i innych. Ale odpowiedzialność nadal spoczywa na mnie jako kierowcy. Częścią – i to ważną – systemu bezpieczeństwa są światła. Funkcja adaptacyjnych świateł drogowych jest po prostu genialna. Świecą zawsze tam, gdzie potrzeba, rozpoznają światła samochodów jadących z przeciwka, doświetlają pobocze, skanują zakręty, potrafią nawet kierunkowo błysnąć w stronę znaku drogowego. Tutaj samochód całkowicie już zastępuje kierowcę. Trzeba mu tylko zaufać. Jeśli doczytaliście do tego miejsca, pewnie jesteście zdziwieni. Tyle napisał, i do niczego się nie przyczepił? Dobrze, przyczepię się. Zaciski hamulcowe, widoczne za dziewiętnastocalowymi felgami, mogłyby być pomalowane, bo trochę psują estetykę. Schowany w tylnej klapie trójkąt ostrzegawczy mógłby być łatwiej dostępny, bo w pośpiechu można kryjącą go klapkę wyłamać. A roleta bagażnika, którą można nie tylko zsuwać, ale i podnosić, mogłaby się razem z klapą opuszczać. A tak poza tym, to Volvo V60 T6 AWD warte jest każdej złotówki z tych trzystu tysięcy, które trzeba na nie wydać. Może konkurencja ma podobne gadżety, ale – przynajmniej ta niemiecka – nie ma tego, co Anglicy nazywają „a touch of class”. Niby nic, niby niewiele – za to mówi wszystko. Po prostu Volvo to nowy król premium.