tekst: Maciej Rzońca

zdjęcie. Katarzyna Rzońca

Właściwie już zakończyłem ten serial o ciekawostkach i spostrzeżeniach związanych z motoryzacją w Stanach Zjednoczonych, ale red. Mirosław Rutkowski (a naczelnemu się nie odmawia) przekonał mnie do kilku zdań będących pewnego rodzaju podsumowaniem tematu. Zrobił to w prosty sposób. Zadał mi pytanie, czy dobrze mi się jeździło po USA? Na odpowiedź, że tak, jak najbardziej, stwierdził - to napisz o tym, napisz dlaczego polubiłeś jazdę samochodem w tym kraju...

KM3 7972

Na początek więc, kilka słów wprowadzenia. To był mój piąty wyjazd do USA. Za każdym razem na nieco więcej niż miesiąc. Pierwszy raz poleciałem tam w 1986 roku, kolejne już w XXI wieku. Podczas pierwszej wizyty zdałem egzamin na prawo jazdy stanu Illinois, a cała procedura trwała nie więcej niż 3-4 godziny, wliczając w to egzamin z przepisów oraz jazdę egzaminacyjną. Teraz już nie jest tak prosto. Planowałem nawet, że odnowię w tym roku „driving licence”, ale okazało się, że w przypadku cudzoziemców nie jest to już takie proste. Generalnie chodzi o to, że w USA prawo jazdy jest dokumentem tożsamości traktowanym na równi z ichnim dowodem osobistym (ID) i jego uzyskanie jest po prostu trudniejsze. W każdym razie miałem prawo prowadzić w tym kraju samochód mając polskie prawo jazdy oraz paszport z ważną wizą. Artykuł w iAuto 89

 

Przepisy ruchu drogowego w USA nie są identyczne we wszystkich stanach. Oczywiście, mieszkaniec Florydy może podróżować bez ograniczeń po całym kraju przez całe swoje życie. Natomiast we wszystkich stanach obowiązuje zasada, że jeśli zamieszkasz w danym stanie, to masz obowiązek zdać egzamin i uzyskać prawo jazdy wydane przez tenże stan (chodzi też o to, że w prawie jazdy wpisany jest adres zamieszkania, a jak wspomniałem wyżej jest ono równorzędnym, a kto wie, czy nie ważniejszym w porównaniu z ID).

Znaków drogowych (w formie piktogramów) jest bez porównania mniej niż w Europie (tak mniej więcej ze 30, może 40). Wiele znaków zakazu, nakazu, itp. jest w postaci jednoznacznych napisów czarną czcionką na prostokątnej, białej tablicy.

Policja nie „nęka” kierowców wyrywkowymi kontrolami drogowymi, a próba blokady przy wjeździe do miasta połączona z masowym badaniem trzeźwości zakończyłaby się wielkim skandalem i rozróbą. Tam naprawdę trzeba jechać bardzo niebezpiecznie, by zostać zatrzymanym przez policję. Ale jeśli to zrobiłeś pod wpływem (narkotyków też), to nie będzie ciekawie.

Ubezpieczalnie mają dostęp do policyjnych „rekordów”, czyli bazy danych. Ustalając wysokość ubezpieczenia „OC” sprawdzają tą bazę i doskonale widzą (a więc wiedzą), że konkretny kierowca – co prawda nie miał stłuczki – ale dostał np. cztery mandaty za przekroczenie prędkości i raz został zatrzymany za jazdę pod wpływem. Zaręczam, że koszt kolejnego obowiązkowego ubezpieczenia samochodu poszybuje pod samo niebo, a kierowcy w kolejnym roku odechce się „kozaczyć” na drodze.

Wspomniałem w którymś z odcinków „obrazków”, że amerykańscy kierowcy jeżdżą nieco pasywnie. Oznacza to, że bardzo rzadko zdarza się spotkać „pirata drogowego” szalejącego na drodze (będę niepoprawny politycznie, ale jeśli już, to najczęściej będzie to młody Afroamerykanin lub Latynos), do wyjątków należy wymuszanie pierwszeństwa i inne tego typu „grzeszki” znane z polskich dróg. Być może wiąże się to z tym, że motoryzacja w USA jest naprawdę powszechna, czyli prawo jazdy ma praktycznie każdy. Nie tylko ma, ale też jeździ – zarówno 18- jak i 80-latek (o ile przeszedł badania lekarskie), młoda dziewczyna i zaaferowana zakupami gospodyni domowa. Jest tak, bo – moim zdaniem – samochody z automatyczną skrzynią biegów są niezwykle łatwe w prowadzeniu, przepisy jasne i jednoznaczne i nawet „blondynka” (proszę wybaczyć stereotyp) nie zachowuje się jak nieprzewidywalna idiotka (co jednak czasem musi zdarzyć się w tym kilkusetmilionowym kraju).

Poza tym Amerykanie przyzwyczaili się do drogowych korków. Traktują je normalnie, jak deszcz. Pada, więc trzeba włączyć wycieraczki. (Przy okazji... jak wspomniałem, są różnice w stanowych przepisach drogowych. Należy do nich podejście do używania świateł. Generalnie nie ma obowiązku ich używania przy świetle słonecznym. Są stany, gdzie tablice informują, że należy włączyć światła podczas deszczu, ok, prosty przekaz. Natomiast genialną w stylu, jak dla mnie, była tablica z informacją, ale też poleceniem – bodajże w Arkansas – którą można przetłumaczyć, jako: włączyłeś wycieraczki, włącz światła.) Korek, trzeba stać. Nie ma złości, trąbienia, wciskania się przed innych, itp. Jeśli korek jest codziennie o tej samej porze będą kombinowali co zrobić, by jutro go ominąć – wyjechać wcześniej, pojechać inną trasą, może zmienić godziny pracy? Ale, jeśli muszą stać w korku, to cierpliwie to (z)robią...

Ogromne połacie tego kraju zamienione zostały na parkingi. Każda szanująca się firma (może poza tymi funkcjonującymi w ścisłych centrach miast tzw. downtown) oferuje potencjalnym klientom miejsca parkingowe. Nawet najmniejsza pizzeria walczy o to, by mieć dla swoich gości przynajmniej 2-3 miejsca postojowe. W przeciwnym przypadku interes może mieć kłopoty z utrzymaniem.

Samochodów przybywa. Przed 30 laty na ulicy przed „moim” domem nie było problemu z zaparkowaniem samochodu, także „obcego”, czyli gościa. Teraz trzeba wykupić specjalne naklejki upoważniające do parkowania przy krawężniku przy danej ulicy czy kwartale. I tak nie daje to gwarancji znalezienia miejsca... Tak jest w dużych miastach. Na „prowincji” nadal parkujemy (prawie) tak jak i gdzie chcemy.

 Powrócę do policji... Jeśli nie masz nic na sumieniu, jest to instytucja rzeczywiście służąca społeczeństwu. Do byle jakiej „stłuczki” zjeżdżają się co najmniej 2-3 radiowozy i natychmiast funkcjonariusze zaczynają działać w tym kierunku, by nie powstawały zatory. Są stanowczy, ale kompetentni, przez co ich polecenia wykonywane są bez specjalnego sprzeciwu.

Zdecydowanie natomiast należy zachować ostrożność i uwagę, gdy we wstecznym lusterku zauważymy niebieskie, pulsujące światła policyjnego radiowozu. Jeśli będziemy mieli pewność, że to o nas chodzi (policja nie wyprzedza nas, mimo, że zwolniliśmy), należy zatrzymać się i czekać z rękami na kierownicy. Trzeba zaczekać, aż podejdzie policjant (z reguły z ręką na kaburze pistoletu)  i dokładnie będzie nas instruował, co mamy zrobić. Nie warto robić coś więcej, niż jego polecenie, gdyż zbyt wielu funkcjonariuszy amerykańskiej policji drogowej zginęło na służbie, a przez to stali się bardzo, bardzo nerwowi. Nie miałem - na moje szczęście - okazji na tego typu spotkanie. Chociaż z tego co wiem – na ogół są niezwykle profesjonalni, co także oznacza ich życzliwość i pozytywne zrozumienie dla skomplikowanych spraw, z którymi się spotykają.

Dla mnie jazda samochodem po USA nie kojarzy się źle, wręcz przeciwnie. Jest zdecydowanie czymś przyjemniejszym od prowadzenia auta w Polsce i ogólnie Unii Europejskiej (o innych już zupełnie nie wspominając). To kraj, który swoją potęgę – moim zdaniem – zbudował m.in. na motoryzacji, ale przede wszystkim na pomysłowości i wykorzystaniu talentów swoich (oraz imigrantów) talentów w każdej dziedzinie. Wrócę do tego tematu... 

   fb ikona       g ikona    yt ikona

Najnowszy numer

ia 90  

lub pobierzimage pdf down

pasek dol

 

Partnerzy

 

 AK Krolewski

 

 motopress

 
Copyright © 2017 iauto polska. All Right Reserved.
Powered By Joomla Perfect