tekst i zdjęcia: Maciej Rzońca

Amerykańskie autostrady

To była najdłuższa samochodowa podróż w „jednym kawałku” w moim życiu – 1300 mil (prawie 2100 km) przejechanych w ciągu 28 godzin z krótkimi przerwami na odpoczynek i 2-godzinną drzemkę. Na szczęście miałem pomoc syna Mateusza, który dzielnie zastępował mnie za kierownicą. Sam nie dałbym rady. Naszym pojazdem był Dodge Caravan z 2001 roku z silnikiem 3.3 l V6 udostępnionym przez naszych serdecznych przyjaciół.

KM3 0759 

Trasa wiodła solidnymi, międzystanowymi autostradami (Interstate Highway) z Chicago (Willowbrook) do Port St. Lucie na Florydzie – ze stanu Illinois przez Indianę, Kentucky, Tennessee, Georgię i Florydę. Na szczęście na całej trasie (z niewielkimi wyjątkami) prędkość maksymalna na tych autostradach wynosi 70 mil/godz (ok. 110 km/godz) i nie było generalnie problemu, by jechać 5-7 mil szybciej. Tak przynajmniej jechali Amerykanie, więc staraliśmy się nie odstawać prędkością od nich. Paradoksalnie, gdybyśmy jechali dużo poniżej dozwolonej prędkości, np. 50 mil/godz, byłaby duża szansa na zatrzymanie przez policję, która mogłaby podejrzewać, że jadący tak wolno samochód prowadzi nietrzeźwy kierowca. artykuł w 82. numerze iAuto

tekst i zdjęcia: Maciej Rzońca

Znaki drogowe

System znaków drogowych w USA jest nieco odmienny niż w Polsce czy (szerzej) Europie. Nie ma tutaj dziesiątków znaków w postaci piktogramów, a zamiast nich są informacje pisane (np. na znaku zakazującym skręt w lewo będzie jedynie napis „DON”T TURN LEFT”). Oznacza to m.in., iż osoby kompletnie nie znające języka angielskiego – a chcące prowadzić samochód – nie będą miały na początku łatwo. Tym bardziej, że powyższy znak może być rozbudowany o kolejne (ważne) informacje. I tak, może to być napis „DON”T TURN LEFT IF PEDESTRIANS ARE PRESENT”, który zakazuje skrętu w lewo, jeśli są na przejściu dla pieszych (po lewej stronie) takowi się znajdują.

KM3 0538

Jednak jednym z najważniejszych znaków jest STOP. W stanie Illinois obowiązuje dosyć rygorystycznie przestrzegany obowiązek zatrzymania się przed takim znakiem (ale w Kalifornii wystarczy mocno przyhamować, do toczenia się auta z minimalną prędkością). Ten znak wygląda jak w Europie i trudno go pomylić. Dodatkowo, ale nie jest to regułą, znak STOP może być wcześniej zapowiedziany. Czymś nowym jest natomiast umieszczanie na niektórych skrzyżowaniach znaku STOP wraz z napisem „ALL WAY” lub „4-WAY”. Taki znak będzie stał na wszystkich drogach prowadzących do tego skrzyżowania i nakazuje on zatrzymanie się wszystkim, którzy do niego dojechali. No dobrze, kto ma więc ruszyć jako pierwszy? Ten, kto pierwszy do niego dojechał, potem drugi, trzeci, itd. (niezależnie od kierunku z którego nadjechał). Początkowo może wydawać się to dziwaczne i niewygodne, ale nie słyszałem o przypadku stłuczki na takim skrzyżowaniu. Nawet, jeśli ktoś nie ma pewności co do swojego pierwszeństwa, inni poczekają na twój ruch, poza tym wszyscy ruszają „od zera”, a więc kolizje raczej nie wchodzą w grę. Artykuł w 81 numerze iAuto

tekst: Mirosław Rutkowski

Z prądem na trasie

Producenci nie ustają w staraniach, aby udowodnić, że ich samochody z napędem elektrycznym są równie sprawne, jak te z napędem spalinowym i mogą z nimi konkurować. Jednym ze sposobów jest sport samochodowy.

Opel Ampera e E Mobil Rallye 307567 

To trochę karkołomne zadanie, bowiem zasięg tych aut jest ograniczony pojemnością akumulatorów i dość długim czasem ich ładowania. Poza tym samochody sportowe to konstrukcje bardzo dojrzałe, wyspecjalizowane i zmiana rodzaju napędu wymuszałaby konieczność przekonstruowania całego pojazdu. Dlatego samochody, o których mówi się, że są przyszłością pojawiają się w rywalizacji z tymi, które przeszły do historii. Albo w zawodach organizowanych wyłącznie dla aut elektrycznych. Zorganizowane na wzór Formuły 1 wyścigi FormułyE to wciąż raczkująca odmiana sportu. W połowie dystansu kierowcy zmieniają pojazdy, a w wyścigu muszą oszczędzać baterie, bo... może zabraknąć prądu. A w wyścigach raczej nie o to chodzi. Artykuł ukazał się w 81. wydaniu iAuto.

Giełda modeli w Automobilklubie Polski

Tekst izdjęcia: Mirosław Rutkowski

Pasjonaci i kolekcjonerzy od zawsze spotykali się w umówionych miejscach, niekiedy organizowali większe imprezy, czasem też wielkie giełdy.

IMG 1618

Oczywiście również i pasjonaci samochodów w mniejszym formacie mają swoje tajne miejsca, w których wymieniają się doświadczeniami, wymieniają modelami, kupują i sprzedają, albo po prostu spotykają się, aby pogadać. W siedzibie Automobilklubu Polski specjaliści od modeli samochodów spotkali się na Ogólnopolskiej Giełdzie Modeli Samochodów im. Sławoja Gwiazdowskiego. Artykuł ukazała się w 80 numerze tygodnika iAuto

tekst: Mirosław Rutkowski

Słowa, słowa, słowa...

O problemach Muzeum Techniki i Przemysłu pisaliśmy kilkakrotnie. Wracamy do tematu, bowiem tuż przed wakacjami obiekt został zamknięty, komornik zajął zbiory, jednocześnie konserwator zabytków wpisał je do rejestru, a w siedzibie NOT odbyła się konferencja prasowa. I nadal nie wiadomo co będzie z Muzeum.

IMG 9824

Nielicznie przybyli dziennikarze dowiedzieli się, że Zarząd Federacji Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych NOT, dołożył wszelkich starań, aby Muzeum Techniki i Przemysłu funkcjonowało jak należy. Katastrofalna sytuacja finansowa, niewypłacone wynagrodzenia pracowników i zadłużenie wobec ZUS, US i Pałacu Kultury, to efekt braku dotacji z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które odesłało wnioskodawców do Ministerstwa Energii, a to do Ministerstwa Rozwoju. W 2016 i 2017 długi urosły do poziomu 7 milinów złotych. Obecni na konferencji przedstawiciele NOT informowali, że nigdy nie zamierzali sprzedawać bezcennych zbiorów, a rozpowszechnianie takich informacji jest uwłaczające. W przekazanej dziennikarzom informacji prasowej czytam: „Na początku 2017 r. FSN-T NOT zaproponowała, aby Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego odkupiło zbiory (...) za sumę pokrywającą zadłużenie Muzeum”. Lista pretensji pod adresem władz administracji państwowej w zasadzie sprowadza się do: braku reakcji i odpowiedzi na kolejne propozycje NOT-u, niechęć do podejmowania rozmów i obojętność wobec dziedzictwa kultury materialnej zgromadzonego w MTiP. Artykuł ukazał się w 79. wydaniu iAuto

Ta walka skazana jest na klęskę. Za kilka lat taksówką będzie kierował komputer, a kurs będziemy zamawiali aplikacją Ubera. Albo w Google. Taksówkarze powinni pomyśleć o zmianie zawodu.

IMG 1424 

W czasach PRL-u taksówkarze byli królami życia. Na postojach ludzie czekali w kolejce, a kiedy już podjechała taksówka, to nigdy nie było pewności, że kierowca zechce jechać tam, gdzie potrzebuje pasażer. Na lotniskach i dworcach kolejowych działały zorganizowane grupy, często kierowcy byli informatorami służb specjalnych. Zazwyczaj taksówka była też ruchomym kantorem nielegalnej wymiany walut. Wielu taksówkarzy w PRL-u dorobiła się naprawdę dużych pieniędzy. Zawód taksówkarza nie należał do tych, które budziły szacunek i uznanie, częściej zawiść, niechęć i skrywaną pogardę. A i dziś ta profesja nie cieszy się szczególnym uznaniem, chociaż większość taksówkarzy rzetelnie pracuje. Cały artykuł w 78. wydaniu iAuto

Artykuł  ukazał się w 77 wydaniu tygodnika iAuto

tekst: Mirosław Rutkowski

fotografie : Klaudiusz Madeja i Mirosław Rutkowski

Spora liczba zakładów z sukcesami działa w branży, ale naszej, rodzimej motoryzacji i własnej myśli twórczej w tym wszystkim niewiele. Ruiny hal FSO jeszcze stoją, testowy tor fabryki z pomocą buldożerów przechodzi do historii.

P1680635

 

Osiągnięcia polskich inżynierów i przedsiębiorców dwudziestolecia międzywojennego przerwała wojna. A były nie byle jakie. Pozostały jedynie zdjęcia i wspomnienia po projektach rokujących przemysłową produkcję nowoczesnych konstrukcji. Po wojnie zostały zgliszcza i ruiny, inżynierowie, projektanci i majstrowie w większości poginęli w obozach lub na frontach. Odbudowa motoryzacji miała się zacząć od licencjonowanego Fiata, jednak przyszły mroczne czasu stalinizmu i Polska została obdarowana przestarzałą Pobiedą. Polscy inżynierowie poprawili co się dało, staroć nazwany został Warszawa i królował na ulicach miast niemal dwadzieścia lat.

IMG 5519

Powstawały też autorskie projekty samochodów, jednak większość prób produkcji rodzimych konstrukcji kończyły się fiaskiem. Wiesław Gomółka uważał, że lud pracujący miast i wsi nie potrzebuje samochodów. Zgodnie z tą filozofią storpedował produkcję Mikrusa. Udało się uruchomić produkcję Syreny, przaśnej, zawodnej, ale w pełni polskiej.

tekst: Klaudiusz Madeja

22 maja zmarł Zbigniew Wodecki. Nie ma chyba Polaka, który nigdy o Nim nie słyszał. Ale niewielu wiedziało, że był także zapalonym kierowcą amatorem.

W wywiadach mówił, że „musi” koncertować, że bez tego nie wytrzymuje zbyt długo. Także względy finansowe decydowały o tym, że przemierzał Polskę wzdłuż i wszerz swoim samochodem. Przeważnie sam. Jak powiadał, nieraz odpoczywał za kierownicą. Przyznał, że kilka razy korzystał z dodatkowych szkoleń, żeby obniżyć ilość punktów karnych na swoim koncie. Jednak były to głównie te, zbierane jeszcze za czasów działalności straży miejskich, gdy w przydrożnych śmietnikach i nie tylko, instalowały swoje fotoradary.

9 października 2015 r., w garderobie Teatru Narodowego, przed Galą Polacy z Werwą, miałem przyjemność nagrać kilkunastominutową rozmowę z Panem Zbigniewem do, mojego wówczas, Magazynu Motoryzacyjnego w Polskim Radiu 24. Nie ma w tym żadnej przesady, że był ciepły i miły dla wszystkich, że na każdym robił pozytywne wrażenie. Mimo zmęczenia, zaprosił do garderoby.

Czytaj załość w iAuto 76

 

 

tekst i zdjęcia: Grzegorz Chyła

Most. Niewielkie miasto w północno-zachodnich Czechach, tuż przy granicy z Niemcami. Miasto o bardzo bogatej historii – wspomniane już w XII wieku w Kronice Kosmasa, czeskim odpowiedniku kroniki Galla Anonima.

 

Zamek Hnevin gĘruje nad torem

Tyle tylko, że tego miasta już nie ma… W połowie ubiegłego wieku zostało prawie całkowicie zburzone i wybudowane od nowa obok, co dało dostęp do bogatych złóż węgla brunatnego… Ze starego Mostu niewiele zostało – wyróżnia się górujący nad miastem zamek Hněvín i XVI-wieczny kościół Wniebowzięcia NMP, w roku 1975 ocalony od zniszczenia dzięki przesunięciu po szynach o 841 metrów.

20170512 145324 00 Mnie do Mostu sprowadziła historia – tyle tylko że nie powszechna a historia sportu samochodowego. Jeszcze w starym Moście często było słychać ryk sportowych silników – uliczne wyścigi urządzano już od roku 1947 aż do początku lat 80-tych. To tutaj powstał pierwszy stały tor w Czechosłowacji. Wykorzystano wyczerpane wyrobisko, kopalnia pomogła finansowo i siłą roboczą. Tor ukończono w 1983 roku i od następnego roku rozgrywano tutaj czeskie eliminacje Pucharu Pokoju i Przyjaźni ale przede wszystkim zawody międzynarodowe, o jakich my w Polsce mogliśmy tylko pomarzyć… Interseria! To były najprawdziwsze wyścigi, nazwiska znane i z Formuły 1, wielkie moce i prędkości. To był już tylko mały krok od Grupy C, a więc samochodów jakie obecnie startują chociażby w 24-godzinnym wyścigu w Le Mans. Co więcej – Czesi mieli komu kibicować – Miroslav Adamek zaliczał się do czołówki Interserii, u szczytu kariery startował Marchem Can-Am z silnikiem Audi. W tamtym czasie często kilkuletnie samochody Formuły 2 obudowywano karoserią i startowały właśnie w Interserie, czy właśnie w północno-amerykańskiej serii Can-Am.

Płatny parking nie zawsze oznacza strzeżony. Może minęły już czasy plagi złodziei aut, jednak zawsze należy liczyć się z faktem, że nasze auto w sposób niespodziewany zmieni właściciela. Pozostawianie go w przypadkowych miejscach grozi nie tylko kradzieżą, ale też uszkodzeniami, których przyczyną mogą być zjawiska pogodowe ale też przypadkowi ludzie.

cars 1578513 960 720 

Artykuł został opublikowany w tygodniku iAuto 62: https://issuu.com/iautopolska/docs/ia62_isu/34

   fb ikona       g ikona    yt ikona

Najnowszy numer

ia 97  

lub pobierzimage pdf down

pasek dol

 

Partnerzy

 

 AK Krolewski

 

 motopress

 
Copyright © 2017 iauto polska. All Right Reserved.
Powered By Joomla Perfect